Wymiary czasu i przestrzeni /10 lat Galerii Muzeum Staszica w Pile / 30.08.2013

Na 10-lecie pilskiej Galerii Muzeum S. Staszica proponujemy temat „Wymiary czasu i przestrzeni”, ponieważ to czas i przestrzeń stanowią podstawowy „budulec” dzieła sztuki. Ktoś jednak mógłby powiedzieć, że tytuł „Wymiary czasu i przestrzeni” jest wytrychem, ponieważ tak naprawdę każdy artysta mówi w szczególny dla siebie sposób o czasie i przestrzeni – przestrzeni obiektu, przestrzeni ekspozycji, przestrzeni obrazu. W czasie zamyka własne trwanie i trwanie dzieła, które w formie powidoku lub pobrzmiewania dzieła ma swój czas w naszych zmysłach i pamięci. Mimo to wracamy do tych dwu pojęć, bo są fundamentalne dla obrazów. Zastanawiając się nad tym, czym jest dzieło i o czym chce powiedzieć nam artysta, jesteśmy zmuszeni, by o jego czasie i przestrzeni wciąż mówić na nowo. Już niemal sto lat temu Walter Benjamin pytał, czym jest aura dzieła sztuki i odpowiadał sobie, że jest to „osobliwa pajęczyna z przestrzeni i czasu: niepowtarzalne zjawisko pewnej dali, choćby była najbliżej”. Tymi słowami definiował sens wszelkiej twórczości: oryginalnej, samodzielnej i autonomicznej. Nie miał racji jedynie w tym, że zakładał, iż aura owa – za sprawą interwencji w sztukę technologii i reprodukcji (m.in. filmu i fotografii) – odeszła w niepamięć. Twórczość artystów, którzy wystawiali w Galerii, dowodzi, że aura trwa. […] Do wystawy zaprosiliśmy ponad 20 autorek i autorów, których prace odnoszą się w szczególny sposób do obrazowania czasu i przestrzeni w sztuce. […]Prace twórców podzielone zostały tak, by mogły zilustrować trzy główne problemy, na które chcemy zwrócić uwagę odbiorców. Pierwszy z nich dotyczy obrazowania pamięci oraz obecności przeszłości w teraźniejszości, drugi eksponuje kwestię tożsamości poprzez działanie artystyczne, trzeci – dotyczy form przestrzeni. Zależy nam na ukazaniu dialogu między dziedzinami sztuki, ich wzajemnych związków i wpływów. Wybrane do wystawy realizacje chcielibyśmy przedstawić w powiązaniach, tak by widzowie mogli – konfrontując dzieła artystów wypowiadających się w różnych dziedzinach – odnaleźć między nimi zaskakujące analogie i nietypowe paralele. Rzecz jednak w tym, że możliwy jest inny, indywidualny trop odczytania. Proponowana narracja wystawy jest zatem jedynie jedną z możliwych interpretacyjnych ram dla prezentowanej twórczości. Dzięki zestawieniom odmiennych podejść i technik w pełni możemy doświadczyć aury dzieła sztuki i przekonać się, że przepowiednia jej końca się nie wypełniła.

Marianna Michałowska Fragment tekstu z katalogu „Wymiary czasu i przestrzeni”

Autorzy:

Wojciech Beszterda, Jarosław Chrabąszcz, Andrzej Dudek-Dürer, Andrzej P. Florkowski,

Waldemar Jama, Prot Jarnuszkiewicz, Zofia Kawalec-Łuszczewska, Anna Kola, Włodzimierz

Kowaliński, Andrzej Leśnik, Zdzisław Mackiewicz, Janusz Oleksa, Mirosław Pawłowski,

Romualdas Požerskis, Marek Przybył, Inge-Lise Ravn, Izabela Retkowska, Andrzej Stumiłło,

Rosław Szaybo, Andrzej Tomczak, Stefan Wojnecki, Piotr Wołyński, Marek Zajko.

Kuratorzy wystawy:

Marianna Michałowska, Wojciech Beszterda.

 

foto. Marian Cabański

Język współczesnej fotografii.

Formuła wystawy „Wymiary czasu i przestrzeni” okazuje się niezwykle pojemna, pozwala na prezentację bardzo różnych postaw artystycznych, odmiennych konwencji i technik, mimo że dominującym medium wydaje się być fotografia. Ona to właśnie towarzyszy człowiekowi od prawie 200 lat, zarówno jako narzędzie zapisywania zdarzeń, utrwalania stanów psychicznych, scen rodzajowych, wizerunków miejsc i ludzi, jak i jako swoiste medium sztuki, a szczególnie malarstwa, grafiki, rysunku. Fotografując konkretne, możliwe do umiejscowienia w czasie i przestrzeni sceny – oswajamy uchwycone w kadrze fakty, czynimy przeszłość nieśmiertelną i ważną, dając jej szansę na zaistnienie w teraźniejszości. Zmierzając w kierunku abstrakcji i surrealizmu, kreując nowe, oniryczne przestrzenie, ulegając intuicji, słuchając głosu wyobraźni – artysta wyrusza w przyszłość, w czas który mógłby dopiero zaistnieć, objawić się w nagłym błysku świadomości, iluminacji. Tak, więc fotografia reportażowa, dokumentalna i ta artystyczna przypomina o istnieniu dwóch wielobarwnych, migotliwych cieni egzystencji człowieka (owego cienia przeszłości i cienia przyszłości) które w mniejszym lub większym stopniu żyją w jego aktualnej świadomości, odwołując się zarówno do wspomnień i zapamiętanych obrazów jak i objawiając się w tym co przeczuwalne, wyśnione, zarysowane w fantazjach i marzeniach.

Narracja, zaproponowana przez kuratorów wystawy, Mariannę Michałowską i Wojciecha Beszterdę – wychodząc od koncepcji czasu i przestrzeni, jako głównych wątków, tematów, czy może raczej intelektualnych „tworzyw” dzieła sztuki – prowadzi ku rozważaniom o ludzkiej tożsamości i egzystencji, o pejzażu (pojmowanym zarówno w tradycyjny jak i w niekonwencjonalny sposób), ku rozważaniom o istocie przemijania i pamięci. Podążając tropem tej jakże kunsztownie i konse-kwentnie budowanej wizji – znajdujemy się nagle na współczesnej, wielkomiejskiej ulicy (cykl 16 fotografii Stefana Wojneckiego) by studiować hasła nonszalancko niechlujnego graffiti, napisów utrwalonych na chromych, odrapanych, niosących piętno bolesnego rozpadu, naznaczonych plamami odpadających tynków – murach. Inskrypcje na miarę epoki, prowokacyjne, efektowne, błyskotliwe, niekiedy groteskowo religijne („Zrób to! Zamień wodę na wino, Amen.”), kiedy indziej politycznie prześmiewcze („Pracujcie do końca świata i o jeden dzień dłużej – Balcerowicz”) lub epatujące morderczą logiką („Orzeł w koronie nie poleci”).

Zatrzymać czas można zatem w inskrypcji, można także w hermetycznie zamkniętym słoju („obiekt” razy trzy, każdy podpisany w sposób obrazoburczy: Andrzej Dudek-Dürer), w którym zamyka się strzępy ubrań, najlepiej charakterystycznego jeansu, kawałki skóry ze schodzonych, mocno podniszczonych butów (każda zmiana obuwia to symbol reinkarnacji, gdyż ona to właśnie narzuca styl gry i rolę), czy po prostu kurz, tę patynę czasu, pokrywającą wszystko co nieruchome, martwe, skazane na trwanie po wieki. W tym dziwnym, nieco ekscentrycznym zabiegu próżno jednak doszukiwać się tylko efektownej prowokacji, wrocławski artysta bowiem (zwolennik reinkarnacji, podający jako datę swych narodzin rok 1471 – datę narodzin Albrechta Dürera) podobnie jak mistrz z Norymbergii nie oddziela życia od sztuki, przekonany że panującemu dziś, powszechnemu rozproszeniu należy przeciwstawić pełne skupienia spojrzenie w głąb siebie, nie podążając za rozdokazywanym, chaotycznym światem – poszukać prawdy o sobie i unosząc się na fali czasu, poczekać aż ów świat (mocno przetworzony, przefiltrowany przez wrażliwość artysty) sam przyjdzie do pogrążonego w medytacji. Stosując technikę kolażu (wszak to, co dobywa artysta ze swego niezgłębionego, mrocznego, tajemniczego wnętrza – nie układa się w harmonijne ciągi, przemyślane sekwencje zdarzeń, a raczej w mozaikę pozornie przypadkowych scen i obrazów), tak więc odwołując się do techniki kolażu, wykorzystując jakby okrawki, odpady, fragmenty dzieł Dürera i wprowadzając motyw „żywej rzeźby” (performance metafizyczny) – Andrzej Dudek- Dürer udawania, że czas biegnący linearnie nie istnieje, istnieje natomiast mityczny czas wiecznych powrotów, biegnący po linii spirali lub może koła, bez punktu odniesienia, bez początku i ostatecznego końca. Zapewne właśnie dlatego cień przeszłości nakłada się tu na subtelne, ledwie przeczuwalne obrazy oniryczne przyszłości, tworząc wyraziste w rysunku, kunsztowne dla owej Düererowskiej kreski, mimo wszystko transparentne, właściwe tylko Andrzejowi Dudkowi – światy.

W nieco inny sposób poszukuje własnej tożsamości Waldemar Jama, deklarując w swym artystycznym credo, że istotą jego poszukiwań jest pokazywanie własnego wizerunku poprzez wizerunki lub może raczej „aurę” wizerunków „innych”, z zastrzeżeniem że wizerunkiem może być rzeczywiście „wszystko”. Znamienny okazuje się fakt, że właśnie owo „wszystko”, utrwalone na fotogramach, naniesione na światłoczułych przesłonach, nakładających się w skończonych już kompozycjach, przenikających się wzajem – tworzy bardzo umowne przestrzenie, przestrzenie polifoniczne, zagęszczone, w których zacierają się granice między tym co realne i wyśnione, zapamiętane na prawach symbolu, czy archetypu (jak wizerunek Sfinksa, czy schody prowadzące do Luwru) i przetworzone, bo pokazane przez pryzmat innego, ledwie zasugerowanego obrazu. Tak dzieje się w przypadku utrwalonego z podróży do Stuttgartu cmentarzyska samochodów, czy ruin żydowskich stelli nagrobnych, zwieńczonych charakterystycznymi łukami macew, rozbitych, potrzaskanych, zachowanych już tylko we fragmentach (praca z cyklu „Podróże – Sieniawa”), gdzie na obraz utrwalonych przedmiotów nakłada się delikatna tkanka chmur, czy unerwiona, dająca czysto malarskie efekty – odwzorowana materia ziemi.

Na temat egzystencji człowieka wypowiada się także Andrzej Strumiłło, wykorzystujący medium fotografii jako równoprawną wobec rysunku, malarstwa i grafiki – formę wypowiedzi. Podróże lub może raczej peregrynacje do kolebki kultur Dalekiego Wschodu i ku świątyniom konsumpcji Zachodu, owe „tysiące i tysiące” spojrzeń przez wizjer obiektywu, naciśnięć spustu migawki, wszystko to, co sam twórca nazywa „połykaniem dniem i nocą fenomenu zwanego Manhattanem” – pozwoliło na spojrzenie z zewnątrz, przez pryzmat własnych doświadczeń i przemyśleń na wyłaniającą się „z ogromnej, bezkształtnej masy materiału negatywowego” osobowość człowieka przełomu wieków. Tworząc artystyczny komunikat, wierny swemu credo, przesłaniu – artysta ogranicza się do selekcji, eliminacji, rezygnacji z nadmiaru nagromadzonych elementów i obrazów. W konsekwencji powstaje syntetyczny, niemal ascetyczny komunikat, którego centralnym punktem, istotą staje się fragment ludzkiego ciała, symboliczny gest, czy nawiązujący do sfery sacrum – znak. Postać ludzka staje się znakiem, płaskim, dopracowanym, schematycznym, podobnie jak znaki magiczne, rytualne kręgi i trójkąty, zawierające zakodowane, nieczytelne już dzisiaj przesłanie.

Motyw znaku, zapisu nastroju, stanu świadomości z dnia…, znaku zawierającego wyraziste i oderwane od pierwotnego znaczenia, przesłanie – powraca też w fotografiach Rosława Szaybo, dla których inspiracją stały się symboliczne napisy i obrazy, pozostawione przez marynarzy na falochronie jednej z archipelagu Wysp Kanaryjskich. To tutaj, na chropawym, przypominającym materię pumeksu, betonowym fragmencie muru ktoś odcisnął zabawne piętno swej obecności, przewrotny, groteskowy ślad, skomentowany z pewną dozą ciepłej ironii w nazwie całego cyklu – „Hello Sailor”.

Ten sam motyw, potraktowany jednak w zupełnie odmienny sposób – powraca w pracach Janusza Oleksy, którego wieloletnie zainteresowania koncentrują się na dokumentowaniu obecności przedmiotów pozostawionych w świecie natury przez człowieka, śladów chwilowego zaistnienia, czytelnych, graficznych, często organizujących wokół siebie przestrzeń. Wydaje się zatem, że znak jako forma wykreowana i obca prowokuje naturę do ingerencji, do oswojenia, wchłonięcia owego przynależnego sferze kultury przedmiotu. I tak biel szronu przewrotnie powtarza drewniany kontur, czy obrys geometrycznej, przestylizowanej formy, ażurowej kapliczki lub krzyża, a naniesiony wiatrem śnieg, zastygły w efektowne sople i grudy otula metalową konstrukcję wzniesioną bez wyraźnego celu, w mroźnej i czystej, nieskażonej innym śladem obecności człowieka – przestrzeni. Z podobnym szacunkiem, pietyzmem o tworach i miejscach zagospodarowanych, zdominowanych przez żyjącą własnym, niezależnym życiem Naturę – wypowiada się Zofia Kawalec-Łuszczewska. Pokazany na wystawie cykl „Przestrzeń zajęta” pozwala z filozoficznym dystansem, ze spokojem (nie wolnym od nostalgii i smutku) popatrzeć na piękno rysunku płożących się, złotych traw, na graficzny porządek ścierniska, na pas zaoranej ziemi, odsłaniającej swą koronkową, utkaną z pozostałości korzeni i lekkich, migoczących w jesiennym słońcu drobinek, kawałków liści – tkankę. W tych surrealnych, pogrążonych w bezruchu i ciszy pejzażach, pejzażach jakby uśpionych, skąpanych w barwach ciepłych i jasnych, rozświetlonych czuje się dotkniecie Absolutu, obecność jakiegoś uniwersalnego Wszechbytu, wobec którego fakt egzystencji człowieka okazuje się czymś nieskończenie nieważnym, niepotrzebnym, w istocie swej – niewłaściwym. Posługując się aparatem jak jeszcze jednym, doskonale opanowanym narzędziem graficznym – artystka rysuje przestrzenie, których aura (przypominając o kruchości naszego istnienia) przywołuje myśl wizjonera i metafizy-cznego, romantycznego poety: „Nowi gdzieś ludzie, w sto lat będą po mnie patrzący – marli.” Analiza relacji: obserwator – przedmiot lub może raczej: obserwator – utrwalony na fotografii obiekt – powraca w zupełnie innym brzmieniu w cyklu „O niemożności”, autorstwa Wojciecha Beszterdy, w kompozycjach przypominających szklane sarkofagi, krypty w których zamknięto formy zaczerpnięte z natury, przywołane poprzez zapisane obrazy wody, aluzyjne wyobrażenia form organicznych, niejednoznaczne, wykreowane światy, gdzie ważne jest załamanie światła, gra refleksów, migotanie i ruch, ów synonim zmienności i życia. Autora prac wydaje się intrygować nie tylko fakt pokazania stanu zniewolenia, „opakowania” w umowne, przejrzyste tafle tego, co przynależne innej realności i przestrzeni, ale także fakt niemożności przekroczenia wyznaczonej ścianą sarkofagu granicy, wydarcia się, wyswobodzenia z cywilizacyjnej, symbolicznej lub może egzystencjalnej – pułapki. Tak, więc nieokreślonym i niepoznawalnym do końca bytom, zamkniętym za taflą, za pociętą liniami, rozwarstwioną, dającą szansę na wielość spojrzeń i optycznych iluzji szybą – artysta przypisuje konkretne intencje, dążenia, być może nawet poczucie owej „niemożności”, boleśnie doświadczanej wobec tęsknoty ku nowym, widzialnym, ale odległym przestrzeniom.

Współczesna fotografia operuje językiem symbolu, mitu i znaku, pozwala zatrzymać czas i uporządkować przestrzeń, odrzucając równocześnie zniewolenie konwencją i wyrafinowaną, przeestetyzowaną formą. Często też funkcjonuje na granicy różnych form wypowiedzi artystycznej, odwołując się do rysunku, malarstwa, kolażu – pozostawia piętno osobowości twórcy w utrwalonej na kliszy przestrzeni, w ułożonych z mozaiki obrazów sekwencjach scen i zdarzeń. Fotografowanie staje się zabiegiem magicznym, nadającym nowy wymiar i walor utajonej duchowości pozornie znanym bytom i przedmiotom. Wydaje się zatem, że dla artysty fotografika świat jest wielką pracownią, a każdy, nawet pozornie blachy i oswojony przedmiot – obiektem, kryjącym w sobie cząstkę Wielkiej Tajemnicy.

Małgorzata Dorna


 

foto. Andrzej Tomaszewski

V Music Festival & Master Class Piła 2013 / 18 – 23.08.2013

Po raz kolejny 18 sierpnia 2013 roku koncertem specjalnym w galerii BWA i UP rozpoczął się maraton muzyki w ramach V Music Festival & Master Class 2013. Wystąpił DENIS SEVERIN – wiolonczela. W jego wykonaniu można było usłyszeć utwory:
Johann Sebastian Bach (1685-1750) – Suite for violoncello solo BWV 1008 d-moll Nr. 2
Paul Hindemith (1895-1963) – Sonate for violoncello solo op. 25 Nr. 3 (1922)
Gaspar Cassado (1897-1966) – Suite for violoncello solo (1921)
Denis Severin profesor w Wyższej Szkole Muzycznej w Genewie i Graduate School of Arts w Bernie, gdzie uczy gry na wiolonczeli, zespołów kameralnych i muzyki dawnej. Prowadzi kursy mistrzowskie w Niemczech, Francji, Hiszpanii, Rosji, Brazylii, na Ukrainie. Koncertował jako solista i muzyk orkiestrowy w najbardziej renomowanych salach w Niemczech, Francji, Hiszpanii, Polsce, Singapurze, Austrii, Wielkiej Brytanii, Serbii, Szwajcarii. Dokonał nagrań dla: Broadcast recordings at Swiss Radio DRS, Radio Germany, Radio France, Radio Swiss Romande, National Radio Poland and Radio Belgrade. Nagrał CD dla firm: NAXOS, SONY, MDG, Panclassics, Eloquenta. Laureat konkursów międzynarodowych, nominowany do nagrody Grammy Awards 2007.
Studiował i był asystentem w Konserwatorium im.Piotra Czajkowskiego w Moskwie – prof.D.Miller; studiował w Konserwatorium w Genewie – prof.D. Grosgurin; Uniwerytecie Muzycznym w Bazylei – prof.Th.Demenga; studiował również grę na wiolonczeli barokowej w Schola Cantorum Basilensis – prof.Ch.Coin. Swoje umiejętności doskonalił u takich sław jak: J. Starker, N. Gutman, A. Meneses, T. Mork, G. Hoffmann, W. Böttcher, R. Latzko and A. Bylsma.
Zasiadał w jury międzynarodowych konkursów: The 7th International Tchaikovsky Competition for Young Musicians, 18. International Chamber Music Competition Illzach (France).
„… już po kilku taktach staje się jasne dlaczego sukces wciąż towarzyszy Denisowi Severinowi . Rzadko mamy zaszczyt usłyszeć tak pełny, głęboki, miękki dźwięk. To, co prezentuje słuchaczom naprawdę oznacza ” bel canto na wiolonczeli ” ….”
(Michael Gottstein, Badische Zeitung)

19.08.2013
Tego dnia wystąpili; SEBASTIAN CZAJA – POLSKA- skrzypce, OLGA KOWALCZYK – POLSKA – altówka, ZHANBO ZHENG – CHINY – altówka, ALEKSANDER DASZKIEWICZ – POLSKA – skrzypce, MACIEJ KUŁAKOWSKI – POLSKA – wiolonczela, DIYANG MEI – CHINY – altówka, AGATA NOWAK – POLSKA – skrzypce. Młodzi artyści zagrali kolejno utwory; J.S.Bach – I Sonata na skrzypce solo g-mol, BWV 1001 cz.I Adagio, cz. II Fuga, J.S.Bach – Preludium i Allemande z suity na wiolonczelę solo BWV 1008 d-moll, Johanes Brams – Sonata na altówke i fortepian Es-dur op. 120 nr2 cz. I Allegro ambile – fortepian prof. Maja Sterczyńska, Eugene Ysaye – II Sonata na szkrzypce solo a-moll „Obsession” cz. I Prelude, cz. II Malinconia, cz.III Danse des ombres, cz. IV Les furies, Dimitrij Szostakowicz – Sonata na wiolonczelę i fortepian d-moll, op. 40 cz. I Allegro no troppo, cz. II Allegro – fortepian prof. Maja Sterczyńska, Max Reger III Sonata e-moll op. 131 nr3 na altówkę solo cz. I Moderato, cz. II Vivace, cz. III. Adagio, cz. IV Allegro vivace, Johannes Brams – Scherco c-moll op.4

20.08.2013
Wystąpili; ZHIXIN ZHANG – CHINY – skrzypce – Henri Vieuxtemps -Koncert skrzypcowy Nr 4 d-moll o cz. I Molto sostenuto, cz. IVp.18 cz.I Andante, ZHANBO ZHENG – CHINY – altówka – Max RegerSuita na altówkę solo op.131 cz. I Moloto sostenuto, cz. IV Molto vivace, JOANNA SZYMCZEWSKA – POLSKA – skrzypce – S.Prokofiev – II Sonata D-dur op.94 cz. I Moderato, cz. II Scherzo, Presto, fortepian – prof. Marcin Sikorski, MARTYNA ŁUKASIK – POLSKA – skrzypce – Henryk WieniawskiI – Koncert skrzypcowy d-moll nr 2, op. 22 cz. III Romans, Andante non troppo, fortepian prof. Marcin Sikorski, MATEUSZ MAKUCH – POLSKA – skrzypce – Eugene Ysaye – Sonata na skrzypce solo a-moll nr 2, op. 27 cz. I Prelude, cz. IV Les Furies, ILONA BASIAK – POLSKA – wiolonczela – Robert Schumann – Adagio i Allegro op.70, fortepian prof. Maja Sterczyńska.

21.08.2013
WYSTĄPILI:
AGATA NOWAK – POLSKA – skrzypce, DIYANG MEI – CHINY – altówka, JOANNA KASPERCZYK – POLSKA – skrzypce, AMELIA MASZOŃSKA – POLSKA – skrzypce, SEBASTIAN CZAJA – POLSKA – skrzypce, ROMA TIC – POLSKA – skrzypce, JIANBING CHEN – CHINY – skrzypce

22.08.2013
PROGRAM KONCERTU:
ALEKSANDRA WALAWENDER – POLSKA – skrzypce – W.A. Mozart – Koncert D-dur KV218 – fortepian prof. Marcin Sikorski, XUHONG YANG – CHINY – skrzypce – W.A. Mozart – Koncert skrzypcowy Nr 2 D-dur K.V. 211 – fortepian prof. Grzegorz Skrobiński, MARTYNA ŁUKASIK – POLSKA – skrzypce – Henryk Wieniawski – Koncert skrzypcowy d-moll nr 2, op 22 cz. II Romans, Andante non troppo cz. III Allegro con fuoco – fortepian prof. Marcin Sikorski, JESSICA ALLOWAY – NAWA ZELANDIA – skrzypce – Francis Poulenc – Sonata na skrzypce i fortepian op. 110 cz. I Allegro con fuoco, DOMINIKA PRZECH – POLSKA – skrzypce – Johannes Brahms – Sonata na skrzypce i fortepian d-moll nr 3, op. 108 cz. III Un poco presto e sentimenti, cz. IV Presto agitato – fortepian prof. Marcin Sikorski, ALEKSANDER DASZKIEWICZ – POLSKA – skrzypce – H .W. Ernst – Wariacje na temat pieśni irlandzkiej „Ostatnia róża lata”, MACIEJ KUŁAKOWSKI – POLSKA – wiolonczela – Bohuslav Martinu – Wariacje na temat Rossiniego – fortepian prof. Maja Sterczyńska.

23.08.2013
W programie ostatniego dnia występów młodych muzyków wystąpili:
JIABING CHEN – CHINY – skrzypce – Ludvig van Beethoven – Sonata G-dur nr 8, op. 30 cz. I Allegro assai, cz II Tempo di minuetto mamolto moderato e grazioso – fortepian prof. Marcin Sikorski, ANTONI ORŁOWSKI – POLSKA – wiolonczela – Joseph Haydn – Koncert wiolonczelowy C-cur cz. I Moderato – fortepian prof. Maja Sterczyńska, ZHINXIN ZHANG – CHINY -skrzypce – Henri Vieuxtemps – Koncert skrzypcowy nr 4 d-moll op. 18 cz. IV Finale, DOMINIKA PRZECH – POLSKA – skrzypce – Karol Szymanowski – Nokturn i Tarantella, op 28 – fortepian prof. Marcin Sikorski, ZHANBO ZHENG – CHINY – altówka – Rebecca Clarke – Sonata na altówkę i fortepian cz. II Vivace, cz. III Adagio – fortepian prof. Maja Sterczyńska, KSENNIA KOSARIEVA – UKRAINA – skrzypce – Karol Szymanowski – Koncert skrzypcowy nr 2, op 61 Cadenza – Allegro vigirisi – fortepian prof. Marcin Sikorski, AMELIA MASZOŃSKA – POLSKA – skrzypce – Sergiusz Prokopiev – Sonata na skrzypce i fortepian f-moll op. 80 cz. I Andante assai cz. II Allegro brusco – fortepian prof. Marcin Sikorski, MATEUSZ MAKUCH – POLSKA skrzypce – D. Szostakowicz – Koncert szkrzypcowy nr 1 a-moll, op. 77 cz. I Nocturn – fortepian prof. Marcin Sikorski, JAKUB STRZELECKI – POLSKA – skrzypce – Henryk Wieniawski – fantazja na temat „Fausta” op. 20 – fortepian prof. Marcin Sikorski, ILONA BASIAK – POLSKA – wiolonczela – Astor Piazzolla – Le Grad Tango – fortepian prof. Maja Sterczyńska.

 
Nagrody V Music Festival & Master Class Piła 2013
Grand Prix – Mateusz Makuch (skrzypce)
Osobowości Muzyczne:
Ilona Basiak (wiolonczela); – Agata Nowak (skrzypce); – Amelia Maszońska (skrzypce); – Maciej Kułakowski (wiolonczela) – Zhanbo Zheng (altówka).
Nagrody pozaregulaminowe dla pilskich wirtuozów:
Karolina Pająk (wiolonczela); – Sebastian Czaja (skrzypce).
Stypendium szwajcarskiej fundacji muzycznej – Ilona Basiak (wiolonczela).
Nagroda specjalna dla najmłodszego wirtuoza – Zhixin Zhang.
 

Współczesne oblicza realizmu – wystawa ze zbiorów BWA i UP w Pile / 02.08.2013


„Współczesne oblicza realizmu” to wystawa prezentująca dzieła sztuki wybrane ze zbiorów „Kolekcji Pilskiej” BWA i UP. Twórcy tych prac to w większości artyści o uznanym dorobku, którzy wyrażają własny, indywidualny stosunek do rzeczywistości, rozwijając gamę różnych sposobów obrazowania – od naturalizmu, realizmu, przez impresjonizm, po metaforę. Są koloryści i symboliści, każdy inny i niepowtarzalny. Ta różnorodność sprawia, że zaczynamy na nowo odkrywać wyraz i kontekst zgromadzonych na wystawie prac, niekiedy ich odmienne od zapamiętanego działanie po latach. Wydaje się ono wciąż żywe, zmieniające się wraz z nami, pozwalające uchwycić to, co nadaje dziełom sztuki ponadczasowość – ładunek artystycznej prawdy.
Tadeusz Ogrodnik
INDEKS ARTYSTÓW:
Janusz Argasiński, Dorota Artychowicz-Zydor, Krzysztof Marek Bąk, Stefan Berdak, Eugeniusz Ćwirlej, Edward Dwurnik, Halina Eysmont, Antoni Fałat, Pavel Hlavaty, Renata Jackowiak, Jolanta Jakima-Zerek, Anna Kabacińska, Marzena Kawalerowicz, Janusz Kochanowski, Anna Lenkiewicz, Maciej Milewski, Hanna Ograbisz-Krawiec, Lidia Olszyna-Mikołajczak, Lucyna Pach, Cezary Paszkowski, Danuta Pisarek, Ewa Podolak, Jerzy Puciata, Eugeniusz Repczyński, Mirosława Rochecka, Jerzy Rybczyński, Stanisław Rybiński, Ilona Sapka, Andrzej M. Sobolewski, Henryk Szypuła, Andrzej Tomaszewski, Wiesław Tomaszewski , Andrzej Tryzno, Bohdan Walknowski, Lech Wolski, Stanisław Zdżuj.
Z mini recitalem gitarowym wystąpił absolwent Akademii Muzycznej w Poznaniu i University of Memphis Michał Ciesielski, który wykonał utwory: Estebana de Sanlucar i Oscara Herrero.
 

 
Realizm o wielu twarzach.

„Zrozumiałem formułę, czternaście przypadkowych wyrazów (wyrazy, które wydają się przypadkowe) i wystarczyłoby mi wypowiedzieć je na glos, żeby stać się wszechpotężnym.”- zdanie to, a może raczej wyznanie, zapisane na jednym z obrazów A. Sobolewskiego uświadamia nam, że artysta czuje się przede wszystkim kreatorem świata, pewnej nad- lub hiper- realności skonstruowanej ze znanych elementów i oswojonych przedmiotów, pokazanych w nowych, często niezwykłych konfiguracjach, układach. I tak na obrazie zatytułowanym dość prowokacyjnie „Łabędzi śpiew troglodytów” – twarz kobiety ukryta pod rondem kapelusza, twarz pobladła, o bardzo regularnych rysach, spokojna i zamyślona, jakby przeniesiona ze starej fotografii przypomina, że człowiek staje się estetycznym przedmiotem, mocnym w kolorze, wyrazistym, podświetlonym z pierwszego planu, statycznym elementem kompozycji. W tle smugi światła, wysoko sklepione okno i postać mężczyzny (swoiste studium autoportretu) jakby unoszącego się w natchnieniu, noszącego na sobie piętno groteski, bolesnej ironii, satyry. Co łączy tę prace z realizmem? Zapewne nie tylko fakt przedstawienia konkretnych, znanych z imienia i nazwiska postaci, podobnie jak w kompozycji „Rozumienie formuły”, czy „Uczta nie ma końca”, gdzie trzej przedstawiciele bohemy o rozpoznawalnych twarzach, zatrzymani w charakterystycznych pozach i gestach – dają dowód swej obecności, istnienia. Zapewne nie tylko ów fakt, choć fakt namalowany to przecież artefakt, a realiści lubowali się w utrwalaniu tego co realne, rzeczywiste lub przynajmniej prawdopodobne. Sobolewski nie był jednak realistą, a surrealistą, zdeklarowanym, przekonanym i konsekwentnym do ostatka. Przekonuje nas o tym jego najbardziej znana, pokazywana wielokrotnie w Polsce kompozycja „Najwyższy czas” z 1991 roku, gdzie złoto-czerwona kareta i postać bohatera w mundurze, przewrotnie w jednym bucie, z metką lub może numerem z upiornej przechowalni, piekielnej rekwizytorni diabła. Wszystko na idealnie gładkiej, połyskliwej, świetlistej bieli, naklejone, zawieszone, nałożone jak na wielkiej karcie papieru, bez ewokującego jakichś asocjacji ze światem realnym tła, bez kontekstu, bez punktu odniesienia.

Pierwotnie termin „realizm” wiązał się przede wszystkim z wiernym oddawaniem rzeczywistości w tekście literackim, a definicję pojęcia kojarzono zazwyczaj z dziewiętnastowieczną powieścią francuską, szczególnie z tekstami Stendhala, który w dwutomowej prozie „Czerwone i czarne” określił powieść realistyczną mianem „zwierciadła obnoszonego po gościńcu.”, zwierciadła mogącego odbijać równie dobrze lazur bezchmurnego nieba jak i szpetotę błotnistej kałuży. Powieść realistyczna, podobnie jak malarstwo utrzymane w tej właśnie konwencji – nie wytrzymała (w swej pierwotnej formie) próby czasu i już pod koniec stulecia uznana została za zbyt poprawną i w efekcie nadmiernie rozbudowaną, wielowątkową, pozbawioną wartkiej narracji, nudnawą. Realizm w plastyce, zakwestionowany i zdemaskowany, wyszydzony przez awangardę przełomu wieków, skompromitowany przez powojenny monumentalizm (realistyczny w formie i socjalistyczny w treści) ostatecznie zastąpiony przez fotografię (reportażową, dokumentalną i niekoniecznie artystyczną) stawał się powoli synonimem dobrego warsztatu, umiejętności nie tyle odtwarzania, co interpretowania rzeczywistości i pokazywania jej w sposób wiarygodny przez pryzmat nastrojów, uczuć i osobowości artysty. Tak dzieje się w przypadku malarstwa pejzażowego, jak chociażby „Człopa w deszczu” Janusza Kochanowskiego (gdzie jasny, piaszczysty brzeg widziany przez finezyjny, naznaczony nerwową kreską, wyschnięty profil drzewa, gdzie pusty odwłok ćmy, precyzyjnie wyrysowane owadzie skrzydła i karta, król trefl wetknięty w rudy piach) czy cykl obrazów określanych przez autora, Macieja Milewskiego mianem „pejzaży pesymistycznych”, w których głębokie błękity i aksamitny mrok, a w smudze księżycowej poświaty tajemnicze, groźne, zapewne uduchowione, na wskroś „romantyczne” sylwety wilków, czy psów.

Odmienne rozumienie realizmu powraca w pracach Antoniego Fałata, pochodzących z końca lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, nazwanych przez autora jednoznacznie: „Droga”, „Noc”, „Akt”, „W kwiatach”. Bohaterowie tych prac to postacie ludzkie (malowane płasko, mroczną, niekiedy intensywnie granatową, niekiedy czarną lub szmaragdową plamą) urastające do rangi symbolu człowieczeństwa, pokazane w sposób syntetyczny, znieruchomiałe i smutne demonstrujące teatralność gestu i umowność maski, która zastępuje twarz, odkrywa sztuczność, demaskuje konwencję. Wspaniałym medium staje się tutaj stylizacja na starą fotografię (kojarzącą się z małomiasteczkową, jarmarczną aurą, z kiczowatym „monidłem”) na której utrwalono nieznane, anonimowe, pozbawione indywidualnych rysów, tak zwanych „portretów psychologicznych” – sylwety, nie tylko prowokujące chłodny, wyrozumowany dystans odbiorcy, ale też same chłodu tego zdające się doświadczać po wieki.

Wydaje się zatem, że realizm już dawno przestał być sposobem kopiowania, czy też powielania zwierciadlanych odbić rzeczywistości, a w konsekwencji przestał pojawiać się w formie „czystej”, stając się raczej sposobem interpretacji otaczającego świata, sposobem utrwalania surrealnych, symbolicznych wizji i snów. Charakterystyczne dla takiego pojmowania realizmu okazują się rysunki Wiesława Tomaszewskiego, zaludnione przez symboliczne postacie, zastygle w bezruchu sylwety młodych kontestatorów, przypominających pokolenie artystów przeklętych”, reprezentatywnych dla schyłku zeszłego wieku, dla okresu buntu, poszukiwań i demonstracyjnego, przepojonego smutkiem, samotnością, programową izolacją – indywidualizmu. W pracach tych fascynuje technika rysowania, owa miękkość konturów, malarskie wypełnienie formy, pokazanej jakby przez mgłę, przez fotograficzny raster.

Realistą jest też Edward Dwurnik, ale realizm to szczególny, nawiązujący do malarstwa naiwnego, z tą samą co u Nikifora aurą sentymentalizmu, ckliwego, przeestetyzowanego, słodkiego, odpustowego piękna. To właśnie Dwurnik powiedział był kiedyś, że w sztuce potrzeba trochę łobuzerstwa, odrobinę chuligaństwa, prowokacji, krytyki i buntu. W jego pracach bunt ogranicza się do zakwestionowania zasad perspektywy, do operowania barwnym, najczęściej niebieskawym konturem, do świadomego odchodzenia od wszelkich teorii, programów i doktryn. Być może właśnie dlatego jego obrazy pozostają niedopowiedziane, chropawe, niedokończone, otwarte. Odzwierciedlają, jak wdzięcznie określa to współczesna artyście krytyka – „permanentny stan roboczy”, stan lub może raczej proces stawania się (przed oczami i w obecności widza) – nowej, dopiero odkrywanej i ujawnianej, w pewnym sensie mobilnej i płynnej, dramatycznie pękniętej, niespójnej – metarealności.

Tak, więc wystawa ukazująca współczesne oblicza realizmu mówi o egzystencji człowieka nie wprost, językiem metafor i symboli, odwołując się do środków ekspresji właściwych dla zupełnie innych kierunków i konwencji. Tak dzieje się w przypadku statycznych kompozycji zmierzających w kierunku abstrakcji, autorstwa Janusza Argasińskiego z cyklu „Krawaty” , czy w przypadku prac Andrzeja Tomaszewskiego, w których ślad obecności podmiotu określa przedmiot, tak bardzo przynależny sferze kultury i cywilizacji jak magiczny, kojarzący się z jakimś dziwacznym mechanizmem, oderwany od przypisywanych mu zwyczajowo funkcji, absurdalny, pozbawiony skali i tarczy – czasomierz.

Zatem oblicz realizmu okazuje się wiele, tak wiele jak artystów prezentujących swe prace, prace pokazane po latach, zapamiętane w innych relacjach i czasach. Dylematy: na ile pozostały interesujące, w jakiej mierze wytrzymały „próbę czasu”, w jakim stopniu okazują się jeszcze znaczące, ważne, bliskie, budzące emocje odbiorcy – pozostaną zapewne nierozstrzygnięte. Jednak to właśnie realizm sprawia, że przeglądamy się w dziele sztuki jak w lustrze. Świat po tamtej stronie zwierciadła, tak odmienny, pozornie tak znajomy, oswojony i bliski – wabi, intryguje, zniewala, tworzy egzystencjalne pułapki. Czy wystarczy zbić taflę by znaleźć się po drugiej stronie, po tamtej stronie lustra?

Małgorzata Dorna