Dwugłos na temat Natury i Człowieka.

     „Kamyk jest stworzeniem doskonałym / równym samemu sobie / pilnujący swych granic / wypełniony dokładnie kamiennym sensem / o zapachu który niczego nie przypomina / niczego nie płoszy / nie budzi pożądania…”  Zbigniew Herbert
Kamyk przynależny jest sferze Natury, która (jeżeli pojawia się jako wiodący motyw dzieła sztuki) pokazywana bywa najczęściej w opozycji do kultury i cywilizacji. Naturze przypisujemy bowiem określone intencje i nie wydaje się przypadkowym wyznanie kończące rozważania na temat materii kamienia w tekście Herberta: „czuję ciężki wyrzut / kiedy go trzymam w dłoni / i ciało jego szlachetne / przenika fałszywe ciepło…”
W konsekwencji artystyczna wypowiedź na temat relacji: Natura-Człowiek, Natura-Kultura-Cywilizacja – oparta bywa na dramaturgicznych kontrapunktach, na spięciach, odwołując się nierzadko do znanych już, wpisanych na stałe do kanonu estetycznych i filozoficznych rozwiązań – pomysłach. Takie właśnie odczytanie pejzażu lub jego charakterystycznego fragmentu, często zaniepokojonego obcym elementem, symboliczną formą prostokąta, czy koła – wydaje się spełniać oczekiwania odbiorcy, oswojonego z określonym, uprawomocnionym przez (jakże jednoznaczne i oczywiste najczęściej) wypowiedzi krytyki – postrzeganiem świata.
Zazwyczaj także, kiedy w neutralnym miejscu, w przestrzeni salonu sztuki – pojawia się wystawa dwóch artystów – widz oczekuje dialogu lub może nawet rytualnego pojedynku, przyjmując że każdy twórca funkcjonuje zarówno w osobnych, wydzielonych światach, jak i w ich częściach wspólnych, dopełniających się lub przenikających wzajem. Niekonwencjonalne myślenie o wystawiennictwie (przywykliśmy bowiem traktować galerię jako miejsce przestronne, sterylne, uporządkowane) prowokuje nietypowe rozwiązania i niekiedy można doświadczyć zestawienia dwóch odrębnych miejsc, dwóch względem siebie symultanicznych, mimo że zaaranżowanych w odmienny sposób wnętrz. Podziały przestrzeni galerii mogą bowiem prowadzić do pokazania światów równoległych i w świadomości widza – równoprawnych, funkcjonujących niezależnie, a jednak istniejących obok siebie.
Tak dzieje się w przypadku wystawy „Człowiek i morze”(celowo demaskującej zarówno ów stereotyp postrzegania Natury jak i wyeksploatowaną ideę dialogu, czy pojedynku artystów), wystawy w ramach której pokazano prace dwóch niezależnie funkcjonujących twórców: Arkadiusza Marcinkowskiego (dążącego do wykorzystania medium fotografii w sobie tylko właściwy, charakterystyczny, rozpoznawalny sposób) i Andrzeja Bobrowskiego (operującego formą przestrzenną, aranżacją, bliską teatralnego zdarzenia, happeningu).
W świecie Marcinkowskiego dominującym motywem okazuje się, pojmowane w sposób bardzo umowny i niewątpliwie odległy od romantycznych, czy realistycznych wizji – morze, symbolizujące wszystko to, co (jak wspomina autor w jednym z krótkich, dokumentalnych filmów, przygotowanych z okazji „Dekady stulecia ZPAP 2001 – 2011”) – „najczystsze w rozumieniu odbioru: wodę, niebo, linię horyzontu”. Pokazane na wystawie grafiki, a właściwie wydruki wykonane techniką gwarantującą trwałość, odporność na czynniki zewnętrzne, zaprojektowane z myślą o pokazaniu w jednym, konkretnym wnętrzu – pełnią funkcję (żyjącego życiem własnym) znaku, wizualnego komunikatu, zapisu i w założeniu nie muszą odwoływać się do żadnej, znanej odbiorcy realności.
Kompozycje te fascynują spokojem, umiarem i elegancją, także swoistą ascezą w doborze środków ekspresji, podjęciem pewnej wyrafinowanej gry z odbiorcą, której istotę stanowi rodzaj intelektualnej kalkulacji.  Parafrazując słowa współczesnego poety, któremu przed laty przypisano (niezbyt wówczas przychylne) miano „klasyka” – morze w kompozycjach Marcinkowskiego jest stworzeniem doskonałym, pilnującym swych granic, patrzącym na nas okiem jasnym i pozbawionym emocji, okiem chłodnym i obojętnym, nieczułym.
Ową alienację Natury, do której przynależy morze, podkreśla wyrazista w kolorze, napięta jak świetlista cięciwa – kreska, będąca zapewne aluzją do linii horyzontu, owego piękna geometrii, harmonii, jakiegoś porządku, struktury.
Nawet wysoka fala, pokazana na trzech fotografiach, w trzech różnych tonacjach kolorystycznych – wydaje się trwać w bezruchu, wniesiona bez czytelnej intencji ku górze, niezmienna, zatrzymana w ramie statycznej, przemyślanej do ostatka kompozycji.
Zupełnie inne spojrzenie na problem egzystencji człowieka i Natury – proponuje Andrzej Bobrowski, autor specyficznych reliefów i fryzów odwołujących się do pojmowania losu w kategoriach wędrówki, drogi, dopełnionej prostą inskrypcją, złożoną w płaskich, jakby wyciętych z tektury schematycznych sylwetek ludzkich, sylwetek zazwyczaj niejednakowych, niekiedy jednak ulegających multiplikacji, powieleniu i uporządkowaniu w obrębie nadrzędnego konstruktu, owej wielowarstwowej struktury.
Płaskie, mocno uproszczone formy przypominają symboliczne pismo, zbiór lapidarnych piktogramów, którym jednak nie przypisano żadnych, czytelnych lub rozpoznawalnych, pozaartystycznych treści. Tak, więc oderwanie piktogramu od jego pierwotnej, znaczącej dla procesu komunikacji funkcji – nadaje mu wymiar uniwersalny, pozwalając zbliżyć się do jakichś ukrytych sensów, doświadczyć owej obecności Magii, czy wreszcie ekscytującego dotknięcia Tajemnicy.
Liczy się bowiem rytuał, sam fakt dokonywania zapisu, którego bezinteresowność, czy może nawet celowa „bezideowość” kojarzyć się może z wchodzeniem w sferę sacrum, sferę w której zarówno czas, jak i wszelkie próby interpretacji świata zostają odrzucone na rzecz relacji, potrzeby dokumentowania i utrwalania śladów anonimowego, zwielokrotnionego (i przez to skazanego na wieczność) istnienia.
W aspekcie indywidualnego losu, owej drogi, która nie prowadzi linearnie od miejsca do miejsca, a raczej wiązać się może z przeskakiwaniem od łodzi do łodzi, z żeglowaniem bez celu, bez kresu, bez mapy i punktu odniesienia – piktogramy tworzą (jakże ułudne, przewrotne w istocie) poczucie istnienia jakiegoś nadrzędnego, znaczącego sensu. To właśnie owe łodzie, o spatynowanych, przeżartych wodą i wilgocią, pordzewiałych burtach, łodzie  wyładowane zapakowanymi w folię (spod której przeświecają rzędy tajemnych inskrypcji) obrazami, pudłami, drewnianymi skrzyniami – znaczą drogę tego, kto skazany na wędrówkę, na tułaczkę, na pielgrzymkę do kresu, na życie. Łodzie jak kamienie milowe w owej drodze, kamienie których nie da się oswoić i które, jak przypominał bezlitośnie poeta –  „do końca będą na nas patrzeć / okiem spokojnym / bardzo jasnym” – pozostają groteskowo nieruchome, przytwierdzone do połyskliwej tafli podłogi w sposób jednoznaczny, ostateczny, doskonały.
Małgorzata Dorna

„Człowiek i morze” Andrzej Bobrowski, Arkadiusz Marcinkowski – grafika, obiekty / 14.02.2014


 
Andrzej Bobrowski
1985 / 1990 – Studia na Wydziale Malarstwa, Grafiki i Rzeźby Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu. 1990 – Dyplom z wyróżnieniem w Pracowni Drzeworytu prof. Zbigniewa Lutomskiego; 2001 – Doktorat w zakresie Sztuk Pięknych, specjalizacja Grafika Warsztatowa; 2004 – Habilitacja w zakresie Sztuk Pięknych, specjalizacja Grafika Warsztatowa; 2011 – Profesor Sztuk Pięknych. Kierownik Pracowni Druku wypukłego Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Kierownik Pracowni Drzeworytu Instytutu Sztuk Pięknych Uniwersytetu Zielonogórskiego. Zajmuje się grafiką, malarstwem i działaniami przestrzennymi (instalacje, obiekty).
(…) Jesteśmy wolni. Świat nam sprzyja. W tym świecie egocentryzmów bez granic, w którym prawie wszystko można, nieco się ociepliło. Powoli też opadają gęste mgły i topnieją niektóre szkliste szrony. Z północnej wielokulturowej ściany, z jej szczelin- blizn zaczynają emanować graficzne eony*, stare i młode, czarne, białe i kolorowe ciągi ludzkich piktogramów. Czasem bywają krytyczne i zbuntowane. Slalomowym rytmem, niekiedy zataczając ciasne pętle, bezszelestnie, głęboko wnikają w dosyć otwarte, ogólnie dostępne materie. Twarde i miękkie, o nieco estetycznej wymowie i różnorakich strukturach, powodują czasem chwilowe, a niekiedy trwałe zmiany. Tym razem oczy i emocje eonowej pielgrzymki pątników, skierowały ją na południe. Ocierają się o idealistyczną ścianę wschodnią, w której panują systemy idei nienaruszalnych, niepodważalnych, a która przez przypadek stała się nieoczekiwanym miejscem spotkania Jahwe, Ichtisa, Allacha i Buddy. Przechodzą łagodnym skrętem, przez lewe ramię, na drugą stronę. Papierowa, czarno biała, graficzna pielgrzymka zanurzona po kostki w soli, tak od niechcenia i przy okazji dotyka konstrukcyjnych drewnianych słupów. Niekiedy zataczając dookoła nich pętlę, nadając im jednocześnie nowe konteksty. Słupy pamiętają kulturę zboża i są oddalone od siebie na tyle ile potrzeba. Przez całe swoje statyczne życie godnie pełnią swoją odpowiedzialną funkcję. Siedem słupów wyznacza niewidoczną, elastyczną linię podziału. Tworzą swoisty kręgosłup, który nie tylko podtrzymuje drewniany strop, ale też dzieli symetrycznie prostokąt wnętrza – po dłuższym boku, na dwie równoważne przestrzenie. W nich dwa równe pola posiadły ten sam wymiar i społeczny status. Ale jest to pozorna równowaga, gdyż po stronie zachodniej będącej mieszanką idei, na jej ścianie i pod nią, może wydarzyć się wszystko. Pojawiają się krótkie kolorowe horyzonty, a rozedrgany plastikowy asceta świecący wewnętrznym światłem został zamknięty w delikatną srebrną ramkę. Można też wysłuchać kazania z przyściennej wiszącej gdzieś pod sufitem plastikowej ambony, z której wypadło dno, by potem przez dwie czarno białe bramy wniknąć w głąb. Czas wnikania zmierzy plastikowa klepsydra,w której jeszcze przesypuje się prawdziwy piasek, o niewidocznych dla ludzkiego wzroku ziarnach. A nietrwałe, pospolite, ozdobione filigranowym ludzkim rytmem korony o standardowym rozmiarze, zamknięte jak złote precjoza w szklanej gablocie, przypominają o obietnicy spełnienia. Jest to graficzna wędrówka przez kolorową księgę emocji i systemowe sieci. Kłaniająca się wszechobecnym znakom https://reversephonelookuponline.com , które organizują i wpływają na nasz wizerunek stemplując świadomość. Trasa biegnąca w transformacyjnej ciszy została precyzyjnie wytyczona przez wszystkie Odbitki, te unikatowe i te zwielokrotnione. W strategicznym punkcie orientacyjnym zatrzymuje wędrowca nadwrażliwy papier – jeden z nielicznych przykładów „niewolnictwa”, który cierpliwie znosi trudy swego niezbuntowanego losu. Jest to też spotkanie z twardymi granitami i oziębłymi marmurami, poprzez charyzmatyczny, ciepły kolor złota i kruche szklane matryce.
Andrzej Bobrowski
http://photosynth.net/view.aspx?cid=41be0536-72f2-45d7-b380-f346bc50230d
 
Arkadiusz Marcinkowski
Urodził się 04.01.1970 r. W 1989 roku ukończył Liceum Sztuk Plastycznych
w Szczecinie. W roku 1991 rozpoczął studia w Państwowej Wyższej Szkole
Sztuk Plastycznych w Poznaniu. W okresie 1995-1996 studiował w Holandii.
W 1996 roku uzyskał dyplom magistra sztuki. Po ukończeniu studiów rozpoczął
w Poznaniu aktywną działalność artystyczno-zawodową.
Zorganizował kilkanaście wystaw w zakresie grafiki i malarstwa sztalugowego
oraz brał udział w wielu ekspozycjach za granicą. Między innymi w Japonii gdzie
miał szereg wystaw w prestiżowych galeriach w Osace i Tokio. W 1997 r.
rozpoczął pracę w Wyższej Szkole Sztuki Stosowanej Schola Posnaniensis na
stanowisku asystenta w pracowni malarstwa i rysunku. W 2006 został
pracownikiem dydaktyczno-naukowym Wydziału Artystycznego Wyższej Szkoły
Umiejętności Społecznych w Poznaniu. Od 2006 jest członkiem Zarządu Okręgu
Poznańskiego Związku Polskich Artystów Plastyków. W 2011 uzyskał stopień
doktora habilitowanego na ASP w Poznaniu.
Obecnie prowadzi Pracownię Rysunku oraz Mediów Elektronicznych wraz
z projektowaniem komputerowym na WSUS w Poznaniu.
Ważniejsze wystawy i udziały w sympozjach artystyczno-naukowych
1995 – Zwolle – Holandia – Windeshein Christelije Hogeschool – wystawa grafiki
i malarstwa
1996 – Dyplom Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych
– promotor Jan Świtka.
1997 – Współudział w tworzeniu idetyfikacji graficzno-wizualnej
dla Energetyki Gorzowskiej
1999 – Projekty graficzne do programu pilotażowego dla Poczty Polskiej
(modernizacja logo, projekty piktogramów, stworzenie identyfikacji wizualnej)
2000 – Poznań – Muzeum Inner Space – wystawa malarstwa
2000 – Delf – Holandia – Gallery Sigarenfabrieken – wystawa malarstwa
2000 – Beilen – Holandia – Gallery Brunstingerhof – wystawa grafiki i malarstwa
2000 – Utrecht – Holandia – Gallery M – uczestnictwo w wystawie
małych form malarskich
2002 – Beilen – Holandia – Gallery Brunstingerhof – wystawa grafiki i malarstwa
2004 – Osaka – Japonia – CASO Contemporary Art Space Osaka – wystawa
grafiki i malarstwa
2005 – Beilen – Galeria Brunstingerhof Holandia – uczestnictwo w zbiorowej
wystawie grafiki i malarstwa
2005 – Poznań – Skoki – uczestnictwo w sympozjum sztuki współczesnej
2005 – Poznań – Galeria Atelier – uczestnictwo w zbiorowej wystawie
grafiki i malarstwa
2006 – Projekt i realizacja scenografii i aranżacji graficznej do przedstawienia
baletowego “Muza Tańca”, Teatr Muzyczny w Poznaniu
2006 – Poznań – Skoki – uczestnictwo w sympozjum sztuki współczesnej
2006 – Poznań – Galeria Atelier – uczestnictwo w zbiorowej wystawie
grafiki i malarstwa
2006 – Osaka – Japonia – CASO Contemporary Art Space Osaka
– wystawa grafiki
2007 – Poznań – Galeria Szyperska – wystawa grafiki
2007 – Projekt scenografii i aranżacji graficznej do przedstawienia
baletowego “Moc rajskiego ptaka”, Teatr Muzyczny w Poznaniu
2007 – Poznań – Skoki – uczestnictwo w sympozjum sztuki współczesnej
2007- Tokio – Japonia – Muzeum Yayoi – wystawa grafiki
2007 – Osaka – Japonia – Exhibition in OCAC – Osaka Contemporary Art Center
– wystawa grafiki
2007 – Poznań – Galeria “Profil” CK Zamek – BIENNALE SZTUKI 2007 POZNAŃ
“OBRAZ ŚRODOWISKA” – wystawa grafiki
2008 – Osaka – Japonia – Galeria NIKA – wystawa grafiki
2008 – Poznań – Skoki – uczestnictwo w sympozjum sztuki współczesnej
2008 – Poznań – Galeria Szyperska – wystawa grafiki
2009 – Osaka – Japonia – Exhibition in OCAC – Osaka Contemporary Art Center
– wystawa grafiki
2009 – Litwa – Wilno – Instytut Polski – wystawa grafiki
2009 – Osaka – Japonia – Galeria NIKA – wystawa grafiki
2009 – Beilen – Galeria Brunstingerhof Holandia – uczestnictwo w zbiorowej
wystawie grafiki i malarstwa
2009 – Isparta – Turcja – Süleyman Demirel University – wystawa grafiki,
wykłdy naukowe
2009 – Osaka – Japonia – CASO Contemporary Art Space Osaka
– wystawa grafiki
2009 – Poznań – Skoki – uczestnictwo w sympozjum sztuki współczesnej
2009 – Kobe – Japonia – Harada No Mori – wystawa grafiki
2009 – Białoruś – Brześć – wystawa grafiki
2010 – Poznań – Galeria Szyperska – wystawa grafiki
2010 – Poznań – Galeria u Jezuitów – wystawa grafiki
2010 – Poznań – Galeria Szyperska – wystawa grafiki
2010 – Osaka – Japonia – Galeria NIKA – wystawa grafiki
2010 – Poznań – Galeria PBG – wystawa grafiki
2010 – Osaka – Japonia – Galeria NIKA – wystawa grafiki
2010 – Poznań – Skoki – uczestnictwo w sympozjum sztuki współczesnej
2010 – Trzebiatów – Galeria TOK – wystawa grafiki
2010 – Gdynia – II MBGC – wystawa grafiki
2010 – Poznań – Galeria “Profil” CK Zamek – wystawa malarstwa
2011 – Osaka – Japonia – Energetik Japan – wystawa grafiki
2011 – Warszawa – Imprint – wystawa grafiki
2011 – Poznań – Skoki – uczestnictwo w sympozjum sztuki współczesnej
2011 – Bruksela – Parlament Europejski – wystawa grafiki
2011 – Poznań – Galeria “Profil” CK Zamek – wystawa grafiki
2012 – Gorzów Wlkp. – BWA – wystawa grafiki
2012 – Poznań – Skoki – uczestnictwo w sympozjum sztuki współczesnej
2012 – Toruń – Kolor w grafice – galeria – Wozownia wystawa grafiki
2012 – Kraków – MTGK – wystawa grafiki
2012 – Gdynia – Biennale Grafiki Cyfrowej – wystawa grafiki
2012 – Osaka – Japonia – CASO Contemporary Art Space Osaka – wystawa grafiki
2012 – Radom – Profesorowie i studenci – wystawa grafiki
2012 – Poznań – Obraz Środowiska – wystawa grafiki-Galeria Profil
2012 – Poznań – Galeria u Jezuitów-22 sympozjum
2013 – Kielce – Galeria Wozownia – wystawa grafiki
2013 – Osaka – Japonia – CASO Contemporary Art Space Osaka – wystawa grafiki
2013 – Poznań – Galeria u Jezuitów-Wiatr do morza4-wystawa grafiki
2013 – Budapeszt – Węgry – konferencja filmowa
2013 Ð Wakayama Ð Japonia Ð Galeria MS – wystawa grafiki
Tworząc swoje grafiki przebywam drogę między tym, co zobaczone a wykreowanym
obrazem; między tym, co uwikłane we mnie a tym, co osadzone w medium. Nie jest
to wszelako podróż od prawdy do fałszu, lecz w najgorszym razie od iluzji do iluzji.
Przy czym image jest być może bardziej od picture „uczciwy”, jako że ujawnia swój
kreacyjny charakter. Istotą, choć nie celem mojej twórczości graficznej jest dążenie
i próba, a więc proces, którego wynikiem są powstające artefakty. Moje prace są
efektem powtarzanej nieustannie próby uwidocznienia niewidocznego, a co za tym
idzie – dążenia do tego, żeby uczynić obecnym to, co nieobecne. W procesie kreacji
pojawiają się znaczenia, sens ustanawiany jest poprzez narzucenie chaosowi danych
zmysłowych spójnej deformacji. Forma postrzeganego realnego przedmiotu jest
wtórna – nieczysta. To nie ona jest istotnym kształtem rzeczy. Owa czystość
formy pociąga mnie. Istotnymi elementami moich grafik są linie i figury
geometryczne: kwadraty, trójkaty, koła…, które dorysowuję lub wypreparowuję
z materiału wyjściowego. Nie traktuję figur geometrycznych symbolicznie – nie
przypisuję im ukrytych znaczeń. One należą do mojego sposobu postrzegania świata,
którym dzielę się z odbiorcą moich prac. Pozwalają mi, ze względu na swój
idealny, ascetyczny charakter, na porządkowanie chaosu, powściągnięcie emocji
i zachowanie pozycji obserwatora. Dążę do oszczędności środków wyrazu.
Wybieram barwy chłodne i stonowane oraz syntetyczne formy. Odkrywam.
Staram się eliminować wszystko, co naddane – niekonieczne, odwracające uwagę
od istoty rzeczy. Przyjmuję rożne perspektywy. Szukam symetrii i względnych
cech podobieństwa. Zatrzymuję obraz i w jego statyczności dostrzegam dynamikę.
Subiektywizm przełamuję liczbami – widzę matematyczny porządek obrazu,
zamieniam wizję na jej cyfrowy zapis. Za pomocą specjalistycznych programów
zamieniam zobaczone fragmenty realnego świata na cyfrową rzeczywistość
dającą się dowolnie multiplifikować, przetwarzać, odwracać. Odkrywam jej
falowy charakter – rzeczywistość fal. Fale: morskie, dźwiękowe etc. są dla mnie
synonimem struktury naszego świata. Współczesna rzeczywistość jest strukturą
fal – radio, telewizja, telefonia komórkowa, internet…

Eksponuję wyraźnie swoją ingerencję w obraz podkreślając specyfikę medium.
Świadomie zagospodarowuję wystawową przestrzeń, przygotowuję artefakty
– wielkoformatowe solwentowe druki – które są zaprojektowane do
wyeksponowania w jednym, konkretnym miejscu. Kiedy wystawa przenosi
się do innej przestrzeni, zmieniam swoje grafiki i dopasowuję je do niej.
Stają się integralną częścią realnej przestrzeni – znakami, które nie udają
odsyłaczy do rzeczywistości. Same stają się nową rzeczywistością.

Arkadiusz Marcinkowski
http://photosynth.net/view.aspx?cid=3e45f7e6-017a-41b8-87ff-cca2213265d5
 
Dwugłos na temat Natury i Człowieka.
„Kamyk jest stworzeniem doskonałym / równym samemu sobie / pilnujący swych granic / wypełniony dokładnie kamiennym sensem / o zapachu który niczego nie przypomina / niczego nie płoszy / nie budzi pożądania…” Zbigniew Herbert
Kamyk przynależny jest sferze Natury, która (jeżeli pojawia się jako wiodący motyw dzieła sztuki) pokazywana bywa najczęściej w opozycji do kultury i cywilizacji. Naturze przypisujemy bowiem określone intencje i nie wydaje się przypadkowym wyznanie kończące rozważania na temat materii kamienia w tekście Herberta: „czuję ciężki wyrzut / kiedy go trzymam w dłoni / i ciało jego szlachetne / przenika fałszywe ciepło…”
W konsekwencji artystyczna wypowiedź na temat relacji: Natura-Człowiek, Natura-Kultura-Cywilizacja – oparta bywa na dramaturgicznych kontrapunktach, na spięciach, odwołując się nierzadko do znanych już, wpisanych na stałe do kanonu estetycznych i filozoficznych rozwiązań – pomysłach. Takie właśnie odczytanie pejzażu lub jego charakterystycznego fragmentu, często zaniepokojonego obcym elementem, symboliczną formą prostokąta, czy koła – wydaje się spełniać oczekiwania odbiorcy, oswojonego z określonym, uprawomocnionym przez (jakże jednoznaczne i oczywiste najczęściej) wypowiedzi krytyki – postrzeganiem świata.
Zazwyczaj także, kiedy w neutralnym miejscu, w przestrzeni salonu sztuki – pojawia się wystawa dwóch artystów – widz oczekuje dialogu lub może nawet rytualnego pojedynku, przyjmując że każdy twórca funkcjonuje zarówno w osobnych, wydzielonych światach, jak i w ich częściach wspólnych, dopełniających się lub przenikających wzajem. Niekonwencjonalne myślenie o wystawiennictwie (przywykliśmy bowiem traktować galerię jako miejsce przestronne, sterylne, uporządkowane) prowokuje nietypowe rozwiązania i niekiedy można doświadczyć zestawienia dwóch odrębnych miejsc, dwóch względem siebie symultanicznych, mimo że zaaranżowanych w odmienny sposób wnętrz. Podziały przestrzeni galerii mogą bowiem prowadzić do pokazania światów równoległych i w świadomości widza – równoprawnych, funkcjonujących niezależnie, a jednak istniejących obok siebie.
Tak dzieje się w przypadku wystawy „Człowiek i morze”(celowo demaskującej zarówno ów stereotyp postrzegania Natury jak i wyeksploatowaną ideę dialogu, czy pojedynku artystów), wystawy w ramach której pokazano prace dwóch niezależnie funkcjonujących twórców: Arkadiusza Marcinkowskiego (dążącego do wykorzystania medium fotografii w sobie tylko właściwy, charakterystyczny, rozpoznawalny sposób) i Andrzeja Bobrowskiego (operującego formą przestrzenną, aranżacją, bliską teatralnego zdarzenia, happeningu).
W świecie Marcinkowskiego dominującym motywem okazuje się, pojmowane w sposób bardzo umowny i niewątpliwie odległy od romantycznych, czy realistycznych wizji – morze, symbolizujące wszystko to, co (jak wspomina autor w jednym z krótkich, dokumentalnych filmów, przygotowanych z okazji „Dekady stulecia ZPAP 2001 – 2011”) – „najczystsze w rozumieniu odbioru: wodę, niebo, linię horyzontu”. Pokazane na wystawie grafiki, a właściwie wydruki wykonane techniką gwarantującą trwałość, odporność na czynniki zewnętrzne, zaprojektowane z myślą o pokazaniu w jednym, konkretnym wnętrzu – pełnią funkcję (żyjącego życiem własnym) znaku, wizualnego komunikatu, zapisu i w założeniu nie muszą odwoływać się do żadnej, znanej odbiorcy realności.
Kompozycje te fascynują spokojem, umiarem i elegancją, także swoistą ascezą w doborze środków ekspresji, podjęciem pewnej wyrafinowanej gry z odbiorcą, której istotę stanowi rodzaj intelektualnej kalkulacji. Parafrazując słowa współczesnego poety, któremu przed laty przypisano (niezbyt wówczas przychylne) miano „klasyka” – morze w kompozycjach Marcinkowskiego jest stworzeniem doskonałym, pilnującym swych granic, patrzącym na nas okiem jasnym i pozbawionym emocji, okiem chłodnym i obojętnym, nieczułym.
Ową alienację Natury, do której przynależy morze, podkreśla wyrazista w kolorze, napięta jak świetlista cięciwa – kreska, będąca zapewne aluzją do linii horyzontu, owego piękna geometrii, harmonii, jakiegoś porządku, struktury.
Nawet wysoka fala, pokazana na trzech fotografiach, w trzech różnych tonacjach kolorystycznych – wydaje się trwać w bezruchu, wniesiona bez czytelnej intencji ku górze, niezmienna, zatrzymana w ramie statycznej, przemyślanej do ostatka kompozycji.
Zupełnie inne spojrzenie na problem egzystencji człowieka i Natury – proponuje Andrzej Bobrowski, autor specyficznych reliefów i fryzów odwołujących się do pojmowania losu w kategoriach wędrówki, drogi, dopełnionej prostą inskrypcją, złożoną w płaskich, jakby wyciętych z tektury schematycznych sylwetek ludzkich, sylwetek zazwyczaj niejednakowych, niekiedy jednak ulegających multiplikacji, powieleniu i uporządkowaniu w obrębie nadrzędnego konstruktu, owej wielowarstwowej struktury.
Płaskie, mocno uproszczone formy przypominają symboliczne pismo, zbiór lapidarnych piktogramów, którym jednak nie przypisano żadnych, czytelnych lub rozpoznawalnych, pozaartystycznych treści. Tak, więc oderwanie piktogramu od jego pierwotnej, znaczącej dla procesu komunikacji funkcji – nadaje mu wymiar uniwersalny, pozwalając zbliżyć się do jakichś ukrytych sensów, doświadczyć owej obecności Magii, czy wreszcie ekscytującego dotknięcia Tajemnicy.
Liczy się bowiem rytuał, sam fakt dokonywania zapisu, którego bezinteresowność, czy może nawet celowa „bezideowość” kojarzyć się może z wchodzeniem w sferę sacrum, sferę w której zarówno czas, jak i wszelkie próby interpretacji świata zostają odrzucone na rzecz relacji, potrzeby dokumentowania i utrwalania śladów anonimowego, zwielokrotnionego (i przez to skazanego na wieczność) istnienia.
W aspekcie indywidualnego losu, owej drogi, która nie prowadzi linearnie od miejsca do miejsca, a raczej wiązać się może z przeskakiwaniem od łodzi do łodzi, z żeglowaniem bez celu, bez kresu, bez mapy i punktu odniesienia – piktogramy tworzą (jakże ułudne, przewrotne w istocie) poczucie istnienia jakiegoś nadrzędnego, znaczącego sensu. To właśnie owe łodzie, o spatynowanych, przeżartych wodą i wilgocią, pordzewiałych burtach, łodzie wyładowane zapakowanymi w folię (spod której przeświecają rzędy tajemnych inskrypcji) obrazami, pudłami, drewnianymi skrzyniami – znaczą drogę tego, kto skazany na wędrówkę, na tułaczkę, na pielgrzymkę do kresu, na życie. Łodzie jak kamienie milowe w owej drodze, kamienie których nie da się oswoić i które, jak przypominał bezlitośnie poeta – „do końca będą na nas patrzeć / okiem spokojnym / bardzo jasnym” – pozostają groteskowo nieruchome, przytwierdzone do połyskliwej tafli podłogi w sposób jednoznaczny, ostateczny, doskonały.
Małgorzata Dorna
 
 
 

SZYMAŚ DANUTA


„Fuga” – akryl, olej, 50 x 50 cm, 2013 – Cena: 840 zł

„Scherco” – akryl, olej, 50 x 50 cm, 2013 – Cena: 840 zł