Wypełnia się historia człowieka

Wielkanoc – święto nad świętami, podczas którego – jak powiedział polski papież – wypełnia się historia człowieka. Trzeba przyznać, że trudne to święto, choć większość łączy je z myślą o czymś jasnym i radosnym, trudniejsze do zrozumienia i przeżycia niż na przykład Boże Narodzenie. Narodziny, dziecko, rodzina – to wszystko należy do ludzkiego świata przeżyć. Podczas Świąt Wielkanocnych zamiast żłóbka mamy grób, zamiast pieluszek – całun, zamiast prostych pasterzy – straż przy grobie Chrystusa, zamiast święcącej gwiazdy – surowy kamień odsunięty od grobu.Zupełnie inna symbolika i zupełnie inna sceneria. Tutaj jest mniej miejsca na sentymenty, tu trzeba więcej odwagi w myśleniu i szerokiej wyobraźni, bo to już nie jest sielanka, ale prawdziwy dramat. Tutaj Chrystus nie wszedł w bliskie i znane każdemu człowiekowi życie, lecz przełamał granice w kierunku nowej przestrzeni – tej która znajduje się po drugiej stronie śmierci.

Niesamowita ciekawość, z jaką w ostatnich latach przyjmowane są opowieści tych, którzy przeszli przez śmierć kliniczną i jakoby mieli przeżyć rzeczy niedoświadczalne, opowiadając potem, co kryje się za ciemną bramą – ta ciekawość dowodzi, jak gnębi nas wszystkich palący problem śmierci. Te mniej lub bardziej sugestywne opowiadania pozostawiają w nas ciągle jakiś niedosyt, bo przecież ci wszyscy świadkowie nie byli naprawdę umarłymi. Nikt nie może powiedzieć, że jego doświadczenia potwierdziłyby się, gdyby rzeczywiście zmarł.

Dla wszystkich więc, którzy nie ograniczają świętowania do ludycznych zabaw i obrzędów, Wielkanoc jest dobrą okazją do rozważań nad istotą śmierci.

***

Wielkanoc poprzez ideę zmartwychwstania zapowiada zwycięstwo życia nad śmiercią. Dowodzi, że świat dzisiejszy jest swoistą areną zapasów miłości z nienawiścią, prawdy z kłamstwem, bogactwa z biedą, rywalizacji dobra ze złem, w której, co ze smutkiem przyznać muszę, nie zawsze zwycięża to, co jest słuszne i sprawiedliwe.



Żyjemy dziś w świecie, w którym dominuje wizja człowieka silnego, zdrowego, bogatego, sprytnego, o atrakcyjnym wyglądzie, zawsze młodego, zawsze uśmiechniętego, żyjącego głównie dla siebie, człowieka sukcesu – zwycięskiego uczestnika wyścigu szczurów, w którym liczy się tylko jedno: Pieniądze.

Fałszywa to wizja, ignorująca realia ludzkiej kondycji i humanistycznych wartości. Nie ma w niej miejsca na uczciwość i szlachetność, pracowitość i rzetelność. Nie ma w niej szacunku i współczucia dla starości i cierpienia, biedy i upośledzenia.

Coraz więcej z nas ulega temu fałszywemu modelowi życia, stara się do niego dopasować za wszelką cenę. Zabija w sobie szlachetne odruchy i marzenia o innym świecie. Stąd bierze się u nich nietolerancja wobec ludzi chorych i słabych, wobec starych i bezbronnych, wobec biednych, których postrzegają jako przeszkodę na drodze budowania nowego społeczeństwa ludzi sytych i szczęśliwych żyjących samolubnie, nie liczących się z drugim człowiekiem. Stąd wreszcie niechęć do wszelkiej inności: narodowej, rasowej, seksualnej i religijnej. Stąd wszechobecna nienawiść do myślących inaczej niż ja. Jej areną jest między innymi Internet.

Znałem pewnego nastolatka, który widząc jawną niesprawiedliwość świata, postanowił sobie: Gdy tylko dorosnę, zmienię ten stan rzeczy! Chłopak rósł i mężniał, ale brakowało mu siły przebicia, bo pieniądz rządził światem. Więc postanowił sobie w duszy: Gdy tylko zarobię trochę grosza, poświęcę go na walkę z niesprawiedliwością! I stało się tak, że pieniądze szły do niego jak woda, ale on przekonał się, jak bardzo poddany jest prawom konkurencji i walki o byt. Więc znowu skorygował swe młodzieńcze postanowienie: Gdy tylko zdobędę odpowiednie stanowisko, wezmę się zaraz do zmiany starego świata. I jak to w życiu czasem bywa, został rzeczywiście wpływową osobistością. Liczono się z nim w polityce i w gospodarce. Pławił się w bogactwie i władzy nad innymi, ale zapomniał o swych ideałach.




– Wiesz – powiedział mi, gdy go niedawno spotkałem – w tym naszym kraju nie byłoby wcale tak źle, gdyby nie te śmierdzące lenie, które nie potrafią znaleźć sobie roboty, a my uczciwi podatnicy musimy płacić na ich zasiłki.

***

Zapytałem swojego sąsiada, co się dzieje, że jest smutny?
– Bieda, Panie – odpowiedział – A ja straciłem pracę.
– Jakoś Pan przeżyje. Święta za pasem. Bywało gorzej, a ludzie byli weseli – usiłowałem go pocieszyć.
– Nie dlatego jestem smutny, że jest trudno. Ja straciłem nadzieję – powiedział i pożegnał się ze mną.
Wtedy zrozumiałem jego smutek. Odebrać komuś nadzieję, to znaczy go zabić. Utracić nadzieję, to znaczy umrzeć.

W te wielkanocne święta prośmy więc Najwyższego, niech przywróci nam wszystkim nadzieję. Nadzieję czynną, nadzieję twórczą, nadzieję, która wyraża się w otwarciu na innych. Czyż mało jest wokoło dobrego do zrobienia, żeby opuszczać ręce?

[ZN]




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *