Powrót Pawlika Morozowa?

Powrót Pawlika Morozowa?

XXIII edycję Sejmu Dzieci i Młodzieży odebrałem jako swoisty casting na Pawlika Morozowa naszych czasów. Wygrał go młodzieniec  ubrany w ciemny garnitur i białą koszulę ozdobioną charakterystyczną dla pewnego polityką muszką. Mówił między innymi tak: – Znajdujemy się w Sejmie RP. W miejscu Putty booter download , w którym na co dzień obradują ludzie odpowiedzialni za funkcjonowanie naszego państwa. W miejscu, w którym na co dzień siedzą ludzie krzyczący o rządach sprawiedliwości i demokracji, a którzy przez 25 lat nie potrafili osądzić prawdziwych morderców Popiełuszki, Adamowicza, czy Przemyka. Siedzimy w miejscu, w którym siedzą ludzie, którzy wyprowadzili nas spod czerwonego sztandaru Związku Sowieckiego, a wprowadzili nas pod niebieski sztandar Unii Europejskiej. Gdzie pod dyktaturą poprawności politycznej setki ludzi giną rozjeżdżani ciężarówkami, rozsadzani ładunkami wybuchowymi, czy rozstrzeliwani przez muzułmańskich ekstremistów sprowadzonych przez lewicową hołotę z Brukseli. Szanowni Państwo, musimy sobie jasno powiedzieć: dziś komuniści już nie są czerwoni, dziś komuniści są niebiescy! A poza tym sądzę – podsumował swoje przemyślenia o dekomunizacji – że Unia Europejska musi być zniszczona.  Po czym rozerwał na pół unijną flagę ku uciesze oklaskujących go rówieśników.

*

O temacie sejmu młodych zadecydowali dorośli. Politycy organizujący wydarzenie zamiast skupić się na kwestii praw dziecka, kontrowersji wokół edukacji czy zabezpieczania przyszłości najmłodszych pokoleń, zaproponowali debatę na tematy dekomunizacji i kultu „żołnierzy wyklętych”. Tematowi temu podporządkowano zasady rekrutacji.  „Do wzięcia udziału w rekrutacji zapraszamy tych spośród Was, którzy podejmą wyzwanie polegające na odnalezieniu w Waszym najbliższym otoczeniu miejsca guide.html , którego nazwa powinna zostać zmieniona zgodnie z przepisami ustawy. Wskażcie je i zaproponujcie nową nazwę odwołującą się do pamięci o bohaterze lokalnym. Jeżeli takiego miejsca w Waszym najbliższym otoczeniu nie ma, znajdźcie takie, które nie ma jeszcze nazwy i nadajcie mu nową.” – w taki sposób organizatorzy (czyli m.in. Kancelaria Sejmu, Ministerstwo Edukacji Narodowej i IPN zapraszali chętnych do uczestnictwa w zmaganiach o udział w sejmie młodych.

Główne przesłanie XXIII edycji Sejmu Dzieci i Młodzieży nawiązywało więc do tzw. ustawy dekomunizacyjnej puttygen download windows , która weszła w życie 1 września 2016 r., Ustawa ta nie zawiera spisu nazw, które powinny być zmienione, dlatego już w okresie vacatio legis sprowokowała niektórych radnych do „radosnej twórczości”. Hasło „dekomunizacji” stało się w ich rękach narzędziem do wymazywania z przestrzeni publicznej pamięci nie tyle stalinowskich zbrodniarzy, co w ogóle ideowo sobie obcych bohaterów. W ten sposób polska prawica, pisząca na nowo historię, oprócz budowania własnych mitów wróciła do starej metody zohydzania i zakłamywania historii swoich przeciwników politycznych. Z tablic zniknęły więc ulice Dąbrowszczaków, Czwartaków Vigilix user role , Armii Ludowej, Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej, a nawet Batalionów Chłopskich oraz… Partyzantów. A także osób związanych z tymi organizacjami. Tysiące Polaków, którzy zginęli w walce z okupantem, postanowiono wymazać z historii, bo poświęcili życie walcząc po „niewłaściwej” stronie. I choć wielu z nich nie dożyło wyzwolenia od nazistów, zostali potraktowani na równi z osobami, które po wojnie tworzyły stalinowski reżim.

*

Wciąganie dzieci i młodzieży do tropienia i segregacji bohaterów wojennych jest czymś wyjątkowo niemoralnym. Jak dzieci i młodzież mają ocenić, kto był „słusznym” patronem ulicy, a kto nie? To nakłanianie młodych do pisania swoistych donosów często prowadzi do wysługiwania się dziećmi w naciskach na lokalnych polityków, aby „zdekomunizować” konkretne ulice.

W tym kontekście przywołanie w tytule felietonu postaci Pawlika Morozowa – choć bulwersujące – ma swoje uzasadnienie. Systemy oparte na niczym nie skrępowanej władzy jednej partii (a w konsekwencji często jednej osoby) dążą do wychowania społeczeństwa wiernych fanatyków. Zwłaszcza dzieci są podatne na taką  indoktrynację. Z natury naiwne i łatwowierne znają przeszłość jedynie z podręczników szkolnych. Nauczyciele – agitatorzy oraz tak zwane „młodzieżówki partyjne”  piorą ich dziecięce mózgi i w efekcie wykolejają młode pokolenie. W ten sposób wychowani „janczarowie jedynie słusznej władzy” obficie zasilają później instytucje państwa. Są ślepo wierni swojej partii i wodzowi,. I nigdy nie mają żadnych wątpliwości.

Czy takie „młodzieży chowanie” potrzebuje Polska?

Zbigniew Noska

0 Replies to “Powrót Pawlika Morozowa?”

    1. tematy zastępcze dla mnie nie ma znaczenia kto rządzi i ile kobiet jest we władzach ważne aby były to osoby kompetentne
      mówienie o tym świadczy o złym systemie doboru odpowiednich osób na te stanowiska i obciąża bezpośrednio władzę

  1. O ile się nie mylę to parytety miały być posunięciem tymczasowym. To był gest męskiej części polityków zapraszający panie do polityki. Partiom lewicowym można się dziwić, bo z racji ideologii powinny traktować panie jak równorzędnego partnera. Ale jak wiemy i na lewicy pod tym względem panuje przaśny konserwatyzm. I to pomimo dobrych przykładów, takich jak „wszystkie dziewczyny na traktory”.

    Prawica natomiast robi coś, czego trudno by się po nich spodziewać. Zwłaszcza po stanowisku jakie zajmuje w sprawie gender. Przez parytet odciągają przecież panie od domu i jak to oni twierdzą biologicznych obowiązków kobiety. Czyli dom, pranie, zupka, dupka.
    I co o tym myśleć? Mnie się wydaje, że to cyniczna gra wymierzona w manipulowanie elektoratem liberalnym i lewicowym? Trudno mi tu wyrokować, ale to jest pierwsza myśl, która akurat przyszła mi do głowy. Przecież de facto jest to występowanie przeciwko naturze prawicowca katolika, Polki, Polaka.

    Pan Zbigniew opiera się na przykładach, że kobieta w stosunku do drugiej kobiety, przyjaciółki bywa nielojalna, natomiast odwrotnie jest z mężczyznami. Dobrze, że autor używa tu jako argumentu anegdoty, co sprawia, że traktuje ten argument nieco z przymrużeniem oka. Wiemy przecież, że nie jest księdzem OKO i nie zastosuje procesu dydaktycznego, czyli rozbieranie silnika spalinowego diesel, dopasowując tłok do rury wydechowej. Autor podaje za to przykład aniołków PiSu, dziewcząt o ładnych buziach, które otrzymały od prezesa numerki na listach wyborczych. PiS chwalił się nimi twierdząc, że bzdurą jest jakoby partię wspierali wyłącznie ludzie starsi i przeważnie mężczyźni. Po pierwsze ciekawy jestem kto był pomysłodawcą owego przedsięwzięcia. I automatycznie odpowiadam sobie. To bezczelny, pyszałkowaty Adam Hofman. Bo to on nie może się powstrzymać od seksistowskich zachowań. Żadna z tych pań nie uzyskała dostatecznego poparcia, aby znaleźć się w gronie posłów. Jaki może być tego powód? Z doniesień prasowych wynika, że otrzymały na listach miejsca piąte, szóste, bądź siódme, czyli odległe. Nie pomogło nawet promowanie w TV. Może rzeczywiście pewien wpływ miała zazdrość innych pań? Nie wątpię, że po części tak mogło być. Ale co z panami? Zagorzałe feministki twierdzą, że większość mężczyzn to seksiści. Czym wobec tego kierowali się panowie, że raczej nie byli zainteresowani? Czyżby podważony został tu jeszcze jeden mit feministek o mężczyznach? Kto wie? Bo zamiast na aniołków głosowano np. na Beatę Kępę, Krystynę Pawłowicz, Marzenę Wróbel, Beatę Szydło w ostateczności na Jolę Szczypińską lubiąca róże. A te Panie do aniołków ani z charakteru, ani z przymiotów urody nie należą. A, więc panie feministki, z tą oceną co do chłopów to może ostrożniej.

    Gdyby Jarosław Kaczyński potraktował swoje aniołki poważnie, tak jak powinien szef partii, a nie jak kwiatek do kufajki, to może któraś z nich dostałaby się do parlamentu i wniosłaby powiew orzeźwiającego powietrza w ten zaduch kruchty i trupiarni. Pan Kaczyński wierzy jednak w starych wiarusów. Tych ma już urobionych do konsystencji magmy. Oni swojsko pachną. Może z nimi robić co chce. Nowa buzia, na dodatek ładna mogłaby być niepokorna i kto wie czy nie niebezpieczna dla wizji prezesa. Młodzi mają energię i ambicję.

    Parytety są rzeczywiście niepotrzebnym mąceniem. W systemie demokratycznym o awansie w każdej dziedzinie, w polityce również powinny decydować zdolności. Jak jest u nas – wiemy. Często decydują rozgrywki ludzi nieuczciwych.

    To, że w życiu politycznym posługujemy się w Polsce parytetem jest również odbiciem tego w jakim punkcie znajdujemy się w dziedzinie równouprawnienia i tolerancji. Wystarczy tylko przypomnieć, że Polska do dziś nie ratyfikowała Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej, gdzie między innymi mówi się o równouprawnieniu. W Sejmie mamy mocny front przeciwny podpisaniu Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet, na czele którego stoi nie kto inny jak były szef resortu sprawiedliwości Jarosław Gowin. Totalne kuriozum. Nasz konserwatyzm jest tak głęboko zakorzeniony, że musimy posiłkować się kontrowersyjnymi parytetami, aby zamydlać sobie i Europie oczy, że jak najbardziej jest w porządku. Można to usłyszeć z wielu twierdzących wypowiedzi ze wszystkich stron politycznych. Nawet z nawiązaniem do historii, jak to Polska była dla wszystkich, w tym również dla kobiet krajem gdzie można było się realizować do woli. Tylko ciekawe skąd w przypadku kobiet wziął się wzorzec „Matki Polki” i „Kury domowej”.

  2. Panie Zbigniewie. O ile cenię sobie Pańskie spojrzenie na świat, to od jakiegoś czasu mam wrażenie, że stało się ono mało obiektywne. Chwalenie prezydenta Głowskiego – jakby on był całym urzędem miejskim i sugestie, że „gdyby nie on, to by inwestycji nie było” oraz – „jak on musiał na urzędniczych nierobów wpływać aby się do roboty wzięli” to jedno, a stosunek do parytetów drugie. Proszę sobie wyobrazić, że są ludzie, którzy w przeciwieństwie do niektórych z SLD potrafią starać się dotrzymywać obietnic. Skoro ktoś kiedyś powiedział – chcemy zainteresować kobiety, chcemy je aktywować, to proszę nie używać określeń, że coś jest głupie albo, co mówią statystyki. Nie każdemu chodzi tylko o procent poparcia (czyli – kto na kogo głosuje wg płci). To właśnie myślenie kłamców politycznych – „co obiecać aby jak najwięcej głosów zdobyć”, a potem – jak już robił to Leszek M i mu podobni, powiemy, że kryzys, że przepisy, że coś tam i aby następne 4 lata.
    Kobiety często nie garną się do polityki nie dlatego, że nie chcą, tylko jest ona zdominowana przez starych wyżeraczy, którzy nie chcą już nikogo dopuścić, którzy uważają, że zjedli wszystkie rozumy. W swoim artykule rozumiem, że stara się Pan „uderzyć” najbardziej w Twój Ruch, bo Palikot najwięcej mówi o parytecie. To przecież nie Pańska sprawa, a poza tym – jak widać – znalazły się kobiety i to bardzo ciekawe i cenione przez wiele środowisk, które zechciały się zaangażować. A na marginesie – ile kobiet ostatnio wstąpiło do SLD albo ile udzieliło oficjalnego poparcia?

  3. Pani Ewo! Dziękuję, że Pani przeczytała mój felieton i się do niego odniosła.Szanuję Pani poglądy i z pokorą przyjmuję krytykę.
    Pisałem to już kiedyś, ale powtórzę. Felieton jako gatunek publicystyczny jest raczej impresją, a nie jest na pewno esejem naukowym ani polityczną agitką. Wnioskowanie więc z niego o poglądach i sympatiach politycznych autora jest ryzykowne. Tak też się stało w tym przypadku. W obu felietonach posłużyłem się anegdotami, by nadać im żartobliwy charakter. Nie jestem też przeciwnikiem Twojego Ruchu. Wręcz przeciwnie. Znam tam wielu młodych i zaangażowanych działaczy i z wieloma ich poglądami się zgadzam, choć nie ze wszystkimi.
    Pisząc moje felietony reprezentuję tylko i wyłącznie siebie i swoje poglądy. Dlatego nie oszczędzam w nich żadnej partii.

  4. W takim razie zwracam honor. Co do parytetów, to akurat uważam, że są jakimś krokiem do sytuacji, w której nie będą potrzebne. Musi być to tzw. przełamanie barier. Maria Curie Skłodowska, pierwsze panie w Mini, pierwsze kobiety w służbach mundurowych, pierwsze kobiety traktorzystki 😉 (to akurat była konieczność powojenna – ale stało się). Przełamanie pewnych barier powoduje, ze po jakimś czasie kolejne pokolenia dziwią się, ze one w ogóle istniały. Nie ma zakazu działalności politycznej dla kobiet – ale są stereotypy, które mocno ograniczają chęci. Uważam sprawę parytetu za coś w rodzaju sygnału co do kierunku. Przecież wiemy, że nie wejdzie do PE cała lista. tu chodzi o zasady – „obiecałem – jest, dążymy do czegoś – róbmy to”.
    Wracając do Pana Głowskiego, muszę stwierdzić, że mam inne zdanie, co do załatwiania spraw w „Jego Urzędzie”. Napisałam „Jego” bo tak właśnie moim zdaniem On nasz Urząd Miejski traktuje. Nie wiem, czy słyszał Pan o sprawach mobbingu, o tzw. wymianie kadry. Nie wiem, czy zauważył Pan, że większość spraw to czysty populizm. Sprawy, które nie są medialne nie istnieją – można zapomnieć o ich szybkim załatwieniu. Oczywiście nie dotyczy to spraw, które trzeba załatwić z uwagi na przepisy.
    Pozdrawiam i czekam na kolejne Pańskie przemyślenia.

  5. Przy równorzędnych kwalifikacjach Panie uzyskują lepsze wyniki w konkretnym działaniu i o tym warto pamiętać przy urnie. Listy bez Pań to więcej męskiej miernoty w roli wypełniaczy list. Listy parytetowe wprowadzają w obszar dotychczas zaniedbywany, wymuszają wcześniejsze i trwałe rozszerzanie obszaru działania a gdy takiej woli nie ma to sięga się po buźki sportowców lub celebrytów -chyba przypadek SLD.
    Sądzę ,że listy parytetowe muszą być bardziej przemyślane i wywołują zdrowy ferment tak u wyborców jak i wybieranych.

  6. Kłapacz 18 lutego 2014 o godz. 18:26
    Przy równorzędnych kwalifikacjach Panie uzyskują lepsze wyniki w konkretnym działaniu i o tym warto pamiętać przy urnie.

    Niezła bzdura. Warto o tym pamiętać. Jeżeli jacyś osobnicy mają równorzędne kwalifikacje i w tym konkretnym przypadku ktoś ma lepsze wyniki w oparciu o gender, to oznacza handicap genderowy, co samo w sobie jest zaprzeczeniem równoważnych kwalifikacji.

  7. „Przy równorzędnych kwalifikacjach Panie uzyskują lepsze wyniki w konkretnym działaniu i o tym warto pamiętać przy urnie.”

    Taki pogląd wynika z moich doświadczeń, więc go wyrażam.
    Twierdzenie,że równoważnym kwalifikacjom nie odpowiadają różne wyniki konkretnych działań jest bardzo ciekawe i warte zapisania w czarnych kapowniczkach upraszczaczy świata.
    Może tych samych co gender tłuką pałką ideologii gender?

  8. Z tego posta Noski zrozumieliśmy z konkubiną, że albowiem mąż posunął starą w parytet. I było to chyba posuwanie na suwaku logarytmicznem. Teraz obecnie w tej chwili nie używajom już suwaka jak tylko do posuwania starej.

  9. Kłapacz
    19 lutego 2014 o godz. 13:21
    Taki pogląd wynika z moich doświadczeń, więc go wyrażam.
    Twierdzenie,że równoważnym kwalifikacjom nie odpowiadają różne wyniki konkretnych działań jest bardzo ciekawe…

    Jeżeli rywale mają równoważne kwalifikacje, to różnice wyników są pomijalne w swoich wartościach. Różnice tych osiągnięć bardziej wynikają z np. przypadku niż z różnic kwalifikacji. Jeżeli jeden z rywali osiąga stale lepsze wyniki, o których wiadomo z góry, że nastąpią, to nie może być innego czynnika niż czynnik zaprzeczający równoważności potencjału /kwalifikacji/ na starcie do działań.
    cbdo.

  10. Robi się coraz ciekawiej i wektorowo zabawniej. Tak równoważne kwalifikacje różnych osób dają takie same wyniki a jeśli tak się nie dzieje to podejrzewamy przypadek. Proponuję dodać cechy charakteru,intuicję,to coś i wolę Bożą by potencjalnie niczego,w kręgu podejrzewanych,nie brakło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *